Ta zawartość jest dostępna tylko dla członków serwisu. Jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, zaloguj się. Nowi użytkownicy mogą zarejestrować się poniżej.
Related Posts
Lizbona – video i notatki z podróży
W tej części Lizbony muzyka nie jest tylko dodatkiem – jest czymś w rodzaju drugiej warstwy architektury, która rozlewa się wieczorami po ulicach, szczególnie właśnie w Alfamie. Historia fado, która rodziła się w XIX‑wiecznych portowych dzielnicach Lizbony jako śpiew biedoty i marynarzy, nabiera tu konkretu, kiedy widzisz, jak te piosenki wychodzą z małych knajpek prosto na kamienne schody, jakby były jeszcze jednym mieszkańcem dzielnicy, a nie tylko repertuarem dla turystów.
To, co najbardziej wciągnęło mnie w tę opowieść, to pojęcie saudade – nie tyle melancholii, ile jakiegoś trudnego do przełknięcia pogodzenia się z losem, w którym akceptacja zawsze ma w sobie nutę żalu. Stojąc nad Tagem, który u ujścia smakuje już słono jak ocean, miałem poczucie, że ta rzeka idealnie pasuje do fado: niby jeszcze nie pełne morze, niby wciąż miasto, ale w wodzie czuć już coś większego, nieswojego, coś, co od zawsze ciągnęło Portugalczyków w stronę nieznanego.
Czy Barcelona to wciąż Hiszpania?
Dzisiejszy konflikt nie wziął się jednak znikąd – wyraźnie przyspiesza po 2006 roku. Wtedy uchwalony zostaje nowy statut autonomii Katalonii, który wzmacnia kompetencje regionu i w preambule nazywa Katalonię „narodem”. Dokument przechodzi przez katalońskie i hiszpańskie instytucje, ale kilka lat później hiszpański Trybunał Konstytucyjny wykreśla z niego część zapisów. W 2010 roku wyrok wywołuje masowe demonstracje w Barcelonie – dla wielu mieszkańców to moment, w którym projekt „szerokiej autonomii w ramach Hiszpanii” zaczyna wyglądać na ślepą uliczkę.
MADERA – Na tropie kryminału
Kiedy koła samolotu dotknęły pasa startowego, wiedzieliśmy jedno: nie przybyliśmy tu po to, by leżeć przy basenie. Nasza podróż zaczęła się od ucieczki – ucieczki nie tylko od polskiej zimy ale też od utartych szlaków i turystycznego zgiełku, prosto w objęcia obłędnej natury i wyspy, która ma dwa oblicza. To, które znacie z kolorowych folderów, i to drugie – surowe, autentyczne, czasem trudne, ale nieskończenie bardziej fascynujące.
Ruszyliśmy w głąb Machico, gdzie sielski krajobraz zderza się z twardą rzeczywistością rynku nieruchomości. Chcieliśmy zrozumieć, jak żyje się w raju, który powoli staje się towarem luksusowym, i jak ogień – niszczycielski żywioł – paradoksalnie otwiera nowe możliwości dla deweloperów, zmieniając mapę wyspy na naszych oczach. To nie była tylko obserwacja; to było zanurzenie się w tkankę społeczną, podsłuchiwanie miasta i szukanie tętna w betonie i zieleni.
×
