Film w naszym umyśle zrobiony jest z mgły, sklejany jest gwoździami wbijanymi w ekran

Między religijnymi obrazami zaświatów a tym, jak realnie żyjemy z innymi ludźmi, rozpięta jest pewna cicha sprzeczność. Na poziomie doktryny spieramy się o to, co nienazwane, niedostępne doświadczeniu, domyślane z objawienia. Na poziomie codziennych gestów większość tradycji mówi niemal to samo: Między religijnymi obrazami zaświatów a tym, jak realnie żyjemy z innymi ludźmi, rozpięta jest pewna cicha sprzeczność: z jednej strony systemy doktrynalne wytwarzają rozbudowane, konkurencyjne ontologie (co istnieje “naprawdę”, co jest “ostateczne”, co stanie się “po”), a z drugiej strony praktyka codzienna w większości tradycji etycznie zbiega się do kilku prostych reguł zachowania. Na poziomie doktryny spieramy się o to, co nienazwane, niedostępne bezpośredniemu doświadczeniu wspólnemu (w sensie intersubiektywnie testowalnym), często domyślane z objawienia i sankcjonowane autorytetem tekstu, instytucji albo charyzmatycznego świadka (Smith, 1994). Na poziomie codziennych gestów większość tradycji mówi niemal to samo: ograniczaj przemoc (przynajmniej tę jawnie destrukcyjną), pielęgnuj współczucie jako praktykę relacyjną (a nie tylko deklarację), nie pozwól, żeby lęk zamknął cię na drugiego człowieka, bo lęk jest paliwem moralnej ślepoty i przemocy (Smith, 1994). To, że potrafimy to zignorować i użyć religii jako broni, mówi więcej o mechanizmach umysłu i dynamikach grupowych niż o “Bogu” rozumianym jako transcendentny gwarant dobra. W tle wszystkich tych sporów

Ta zawartość jest dostępna tylko dla członków serwisu. Jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, zaloguj się. Nowi użytkownicy mogą zarejestrować się poniżej.

Existing Users Log In
   
New User Registration
*Required field
×