W tym odcinku znowu wracam do Łodzi i robię coś, co lubię najbardziej: idę przed siebie z aparatem, bez napinki na „rezultaty”, a bardziej po to, żeby praktykować widzenie. To jest dla mnie taki street walk – trochę rekreacja, trochę ćwiczenie uważności, a trochę budowanie własnego „języka” z obrazów.
- Po co w ogóle spotkania i wspólny spacer
Fotografowanie w pojedynkę potrafi być dziwne społecznie. Człowiek stoi, celuje, czeka, „zawadza” – i nagle się okazuje, że to nie jest problem sprzętu ani techniki, tylko napięcia w głowie. Dlatego chodzi mi po głowie pomysł prostych, hobbystycznych spacerów fotograficznych po Łodzi: spotykamy się w soboty około 12:00 gdzieś w centrum, idziemy, robimy zdjęcia, a po drodze wymieniamy się spostrzeżeniami.
To nie ma być koło wzajemnej adoracji ani „warsztaty”. Raczej coś w rodzaju klubu percepcyjnego: idziemy obok siebie, nie gadamy non stop, nie przeszkadzamy sobie, ale jesteśmy razem. I to „razem” często robi robotę: łatwiej wejść w mniej komfortowe miejsca, łatwiej też wytrzymać ten społeczny dyskomfort bycia „tym gościem z aparatem”.
Ta zawartość jest dostępna tylko dla członków serwisu. Jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, zaloguj się. Nowi użytkownicy mogą zarejestrować się poniżej.
