GDY CISZA NASTANIE: szkic na styku religioznawstwa, neuronauki i psychologii

Techniki symulujące: śmierć, mistykę, sen(esej o niewiedzy eschatologicznej, pewności końca oraz „życiu” śladu) Wprowadzenie Spory międzyreligijne najczęściej obracają się wokół tego, czego nie możemy sprawdzić „od środka” i co pozostaje poza zwykłym doświadczeniem: niebo, piekło, odrodzenia, sąd, stany pośrednie (Eliade, 1999). Jednocześnie, gdy schodzimy z poziomu map kosmologicznych na poziom praktyki, wiele tradycji wykazuje zaskakującą zbieżność: ograniczanie przemocy, dyscyplina gniewu i pożądania, kultywowanie współczucia i odpowiedzialności za skutki własnych działań (Smith, 1994). Tę asymetrię – rozbieżność w „zaświatach” przy podobieństwie w etyce – można opisać prosto: metafizyka jest konkurencją narracji, a praktyka jest treningiem umysłu (Eliade, 1999; Smith, 1994). W tym tekście przesuwam jednak środek ciężkości jeszcze dalej: główna teza brzmi, że nie wiemy, co będzie „po życiu”, natomiast wiemy dwie rzeczy twarde. Po pierwsze: życie biologiczne się kończy („jest czas rodzenia i czas umierania” – Koh 3,2). Po drugie: cokolwiek dzieje się w chwili granicznej, rozgrywa się jako pewien ostateczny stan umysłu (ostatnia konfiguracja przeżywania i reagowania), który – niezależnie od tego, czy według danej doktryny „przechodzi dalej”, czy „gaśnie” – ma własną jakość i swoją wagę etyczną, bo jest finałem całego treningu percepcji, afektu i znaczenia (Damasio, 2000; Bodhi, 2012). Dodatkowo jest trzecia rzecz, równie twarda, choć często

Ta zawartość jest dostępna tylko dla członków serwisu. Jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, zaloguj się. Nowi użytkownicy mogą zarejestrować się poniżej.

Existing Users Log In
   
New User Registration
*Required field
×