Ta zawartość jest dostępna tylko dla członków serwisu. Jeśli jesteś zarejestrowanym użytkownikiem, zaloguj się. Nowi użytkownicy mogą zarejestrować się poniżej.
Nie ma dziś jednego spójnego „obrazu Polski”, tylko kilka nakładających się narracji, które zderzają się na poziomie ulicy, mediów i geopolityki. Po 2022 roku pojawił się zachodni hype na Polskę: nagle okazało się, że kraj, z którego się żartowało, jest „liderem wschodniej flanki”, wzorem wydatków obronnych i twardej postawy wobec Rosji. Ten sam gest, który ma nas dowartościować, jednocześnie podkręca stare oczekiwanie: Polacy mają cierpliwie przyjmować na siebie większe ryzyko, większe koszty, więcej niepokoju – bo „taka ich rola” na granicy cudzej wyobraźni. Zła opinia o Polsce – jak się skleiła Ten świeży hype nakłada się na długą historię złego wizerunku Polski, szczególnie w kontekście polsko‑żydowskim. Nie wziął się z jednego spisku, ale z kilku procesów, które szły w tym samym kierunku. Najpierw imperia – carskie i później sowieckie – produkowały nowoczesny antysemityzm jako narzędzie władzy: „Protokoły mędrców Syjonu” to fałszywka carskich służb, nie zapis „prawdziwych” lęków ludu. Później PRL odpalał antyżydowskie klisze politycznie, jak w 1968 roku, kiedy sterowana z góry kampania wyglądała z zewnątrz jak objaw „prawdziwej twarzy narodu”, a nie cyniczna operacja aparatu. Do tego przyszło zachodnie uproszczenie historii Zagłady: Polska jako miejsce obozów i powojennej przemocy zaczęła funkcjonować w roli „kraju antysemitów”, bez kontekstu okupacji totalnej
